czwartek, 15 grudnia 2016

Wyniki ankiet - zmiany?

Witajcie! ^^
Jeszcze dzisiejszy post będzie poświęcony czemuś innemu niż opowiadanie, ponieważ właśnie teraz zamierzam Wam przedstawić wyniki trzech ankiet, które pojawiły się ok. 6-7 dni temu. Choć liczba osób głosujących nie jest wcale duża to jednak naprawdę dziękuję tym, którzy oddali swój głos. Ankiety mają przede wszystkim pomóc w rozwinięciu tego bloga tak by jak najbardziej odpowiadał czytelnikom. By nie przedłużać zacznę od razu. ;)

1. Czy wstawić na bloga też inne opowiadania?
Tak - 4 głosy
Nie - 0 głosów
Jak chcesz. - 0 głosów
Wyniki: Pierwsza ankieta dotyczyła tego, czy chcecie by blog ten nie był poświęcony jedynie ,, Back to normality '', a też innym opowiadaniom. Nie jest to spowodowane brakiem weny, której mi nie brakuje, a to chyba dobrze. ;D Naprawdę dość często do głowy przychodzą mi różne pomysły na najróżniejsze opowiadania z udziałem ludzi, zwierząt realnych i nie. Pomyślałam, że było by to mile urozmaicenie bloga, ale wolałam się upewnić, czy pomysł ten się sprawdzi, dlatego stworzyłam tą ankietę. Jak widać (po mimo, że nie głosowało zbyt wiele osób) w większości jesteście ''za'', a to oznacza, że takie opowiadania będą na blogu, ale jak często i o jakiej tematyce to.... jeszcze nie wiem do końca, ale informacja ta powinna się pojawić niedługo.

2. Czy chcecie bym kontynuowała ,, Back to normality''?
Tak - 4 głosy
Nie - 0 głosów
Jak chcesz. - 0 głosów
Wyniki: Stworzyłam tą ankietę tylko po to by zobaczyć, czy obecne opowiadanie przypadło Wam do gustu i, czy chcecie bym je kontynuowała. Miło wiedzieć, że są jacyś czytelnicy, którzy oczekują na następną część, czy rozdział i choć tu głosowały 4 osoby to wiadomo, że ,, Back to normality '' będzie kontynuowane dalej! :D Od razu piszę, że ''książkę'' tą zaczęłam pisać bardzo dawno i obecnie mam jej dziesięć rozdziałów z czego każdy ma 3-4 strony.

3. Nie zauważyłam od razu, że trzecia ankieta nawiązuje również do pierwszej. W pierwszej pytałam o całe opowiadania (od razu piszę, że krótkie to one nie będą ;) ), a w trzeciej o fragmenty. I tu i tu była przewaga głosów na tak, więc i fragmenty opowiadań się tu pojawią.


Dodam też, że kiedy blog zyska trochę więcej czytelników stałych to wtedy konkurs się odbędzie + super ankieta, która może być początkiem naprawdę wielkiej zmiany bloga. No, ale to zależy od Was. ;D Do zobaczenia w następnym poście! ^^
/Caro

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Krótki post o ankietach

Witajcie!
Dzisiejszy post będzie dość krótki i nie będzie zawierał cd. mojego naprawdę długiego opowiadania Back to normality, lecz co innego. Otóż przed chwilą wstawiłam na blogu dwie ankiety. Jedna z nich dotyczy tego, czy checie by na tym blogu ukazywały się też inne opowiadania mojego autorstwa niezawsze o koniach (choć pewnie i tak będą dość często ;) ) i o różnej tematyce, np. niedługo zbliżają się święta Bożego Narodzenia, więc to opowiadanie mogłoby ich dotyczyć, a druga.... Druga ankieta dotyczy obecnego opowiadania, które ukazuje się tu na blogu. Wiem, że dopiero ledwo wstawiłam dwa rozdziały, lecz chciałabym wiedzieć, czy ktoś je czyta i czy komuś się one podobają. Nie wiem, czy ma sens wstawianie kolejnych części rozdziałów jeśli nikt nie będzie ich chciał czytać. Wolę się upewnić jak to wygląda. Dlatego stworzyłam tą ankietę. ;) Jeśli będzie przewaga głosów na '' Tak'' to oczywiście Wam bardzo podziękuję i Back to normality kontynuować będę. Możliwe, też, że pojawi się wtedy jakiś konkurs. Na koniec postu chciałabym jeszcze dodać, że powstała nowa zakładka -> ,, Polecane blogi '', w której w komentarzach możecie pisać linki swoich końskich i SSO-owych blogów, a ja je tam umieszczę.
Caro ;)

wtorek, 22 listopada 2016

Fragment opowiadania ,, From what friends are for ''

Witajcie drodzy czytelnicy! 
Dzisiejszy post nie będzie poświęcony następnej części drugiego rozdziału, a pewnemu opowiadaniu. Opowiadaniu o przyjaźni i jej prawdziwym znaczeniu. Od jakiegoś czasu poczułam ogromną wenę (może było to spowodowane pewną sytuacją) na napisanie tego opowiadania. Zapraszam najpierw do przeczytania tego opowiadania, a właściwie fragmentu. Następnie również zapraszam do przeczytania krótkiego tekstu pod nim.

- Nel! - krzyknęła biegnąca rudowłosa dziewczyna do siedzącej na ławce koleżanki.
W przeciwieństwie do Nel, Cass wyglądała na zadowoloną. Z czegoś się cieszyła, to było pewne. Natomiast Nel - zgarbiona siedziała bokiem oparta na ławce na tyłach szkolnego boiska. Wyglądała na smutną. Cass od razu to zauważyła. Mało co uszło jej uwadze.
- Mogę się przysiąść? - zapytała.
Jej dawne zadowolenie i radość zniknęły, gdy tylko zobaczyła przyjaciółkę.
- Jak chcesz - odpowiedziała obojętnie Nel.
- Co się stało? - zapytała Cass siadając. - Tylko nie próbuj mówić, że jest inaczej. Przecież to widzę.
- Ale nic takiego się nie stało - odpowiedziała brunetka. - Jeszcze - dodała ciszej.
- To czemu zatem wyglądasz na zmartwioną?
- Mam jakoś taki dzień.
- Ale jeszcze wczoraj byłaś taka radosna, pełna energii. Coś musiało się stać. Przecież bez powodu byś taka nie była.
- Cass, naprawdę wszystko w porządku.
Odwrócona do dziewczyny obecnie, westchnęła i usiadła prosto. Wbijając bezradnie wzrok w ziemię znów zagadnęła brunetkę:
- Czy chodzi ci o to co pisałaś mi wczoraj?
Kątem oka zauważyła jak przyjaciółka wyciąga z kieszeni bluzy chusteczkę i dyskretnie wyciera nią oczy.
- Ty płaczesz? - nie dowierzała.
- Nie...
- Nel! Możesz mi w końcu powiedzieć o co chodzi? Chcę ci pomóc, a ty oczywiście mi nie dajesz jak - wybuchnęła wstając.
Choć bardzo nie chciała by do tego doszło, to upartość przyjaciółki niestety nie dawała jej innej możliwości i choć może nie było to aż tak bardzo odpowiednie zachowanie, podziałało. Nel spojrzała przez ramię na Cass.
- A jednak...
Twarz przyjaciółki nie wyglądała najlepiej. Cała była czerwona jak burak, a od oczu spływał lekki makijaż dziewczyny. Oczy wyglądały na zmęczone płaczem.
- Nel...
- Tak, dobrze się domyśliłaś.
- Czyli jednak chodzi o to wczorajsze?
- Tak.
- Czemu się tym tak przejęłaś? - zapytała już spokojniejszym tonem, siadając.
- Sama nie wiem. Chyba byłam ślepa. A mogłam cię posłuchać. Ty lepiej wiedziałaś. Od początku mnie ostrzegałaś, ale ja... ja nie posłuchałam. Gdybym jednak cię posłuchała wszystko było by jak dawniej. No może trochę, ale by było.
- Widzę, że relację z tą osobą są dla Ciebie bardzo ważne....
- To przywiązanie do kogoś... pff... moja najgorsza wada.
- Ale przyjaciele widzą w Tobie i cenią tylko te dobre rzeczy, czyli zalety, a co do wad... Akceptują je. To przywiązanie.... rozumiem.
- Jak możesz to rozumieć skoro nigdy ci się to nie przydarzyło?
- A skąd wiesz?
- Powiedziałabyś mi.
- A pamiętasz jak zawsze, gdy miałaś zły humor opowiadałam ci historię?
- No tak.
- To były historie wzięte z mojego życia, mojego doświadczenia.
- Czyli i teraz mówisz prawdę? - zapytała.
- Tak, przecież wiesz.
- No tak.
- A teraz wytrzyj już te łzy i przestań się tym zamartwiać. Przecież przed Tobą jeszcze tyle pozytywnych niespodzianek - pocieszała ją.
Nelka usiadła normalnie i idąc za radą przyjaciółki (chociaż po części) wytarła łzy. Widząc to Cass, uśmiechnęła się.
- No i już lepiej.
Wyciągnęła rękę w jej stronę jednak Nel nie odpowiedziała tym samym gestem. W jej oczach zauważyła wahanie.
- Co się dzieje? Masz wątpliwości?
- Tak - przyznała.
- O co chodzi dokładnie? - zapytała z troską i obawą o Nel jej przyjaciółka.
- No, bo.... Czy jeszcze kiedyś będę mogła z nią porozmawiać?
- Właściwie to możesz w każdej chwili...
- Ale pamiętasz co napisała, prawda? - zapytała Nel.
- No tak - odpowiedziała twierdząco.
- No właśnie!
- Skoro tak się zachowała, tylko dlatego, że ważniejsze od twojej znajomości z nią była ocena reszty dziewczyn z klasy to tak naprawdę nie widzę sensu tej znajomości.
- Ale przecież wtedy mówiła...
- Wiem co mówiła - odparła spokojnie Cass kładąc rękę na ramieniu dziewczyny. - Wiem - powtórzyła.
- Co o tym wszystkim sądzisz? Co byś zrobiła byś na moim miejscu?
- Wiem, że uznasz to za dziwne co teraz powiem i trochę nie pasujące do mnie, ale...
- Mów - nalegała. - Chcę wiedzieć!
- Jeśli Alexa okaże się prawdziwą przyjaciółką i jeśli choć trochę zależy jej na waszej przyjaźni to przyjdzie do Ciebie, pogadacie i wyjaśnicie sobie to wszystko, aż w końcu pogodzicie.
- A jeśli tak się nie stanie? - zapytała z pewną obawą i strachem, że tak może się stać Nel.
- Cóż... Chyba nie muszę tłumaczyć - odparła z uśmiechem.
- No tak...
- To jak? Idziemy? Pierwszy jest wf, a wiem że to twój ulubiony przedmiot. Chyba nie chcesz go przegapić? - zapytała z uśmiechem Cass.
Nel chwilę się wahała, lecz dość szybko wstała i spojrzała prosto w oczy przyjaciółce.
- Masz rację - powiedziała.
Na jej twarzy zagościł już uśmiech.
- A teraz chodźmy! - złapała Cass za rękaw kurtki i lekko pociągnęła zachęcając przyjaciółkę by poszła.
- Cieszę się, że już się nie smucisz - naprawdę tak się czuła.
- Ja w sumie też - odpowiedziała jej już w lepszym nastroju Nel.
- A jeszcze dodam, że z uśmiechem ci łatwiej! - Cass zaśmiała się, a po chwili obie radośnie się śmiejąc ruszyły do szkoły.

Pisząc to opowiadanie zastanawiałam się nad znaczeniem słowa: przyjaciółka/przyjaciel. To osoba, którą dobrze znamy, a ona nas. To osoba, która po mimo wad (które ma każdy człowiek) akceptuje nas takimi jacy jesteśmy. Nie dostrzega tych negatywnych stron, a zalety jak najbardziej. To osoba, która pomoże nam, wesprze, gdy tego potrzebujemy. To osoba, która w najtrudniejszych chwilach nie zostawi nas. Ale po mimo tego wielu osobom zdaje się, że dobrze znają znaczenie tego słowa - przyjaciel/przyjaciółka, przyjaźń - a po mimo tego tak naprawdę tak nie jest. Pewne przysłowie mówi, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Czy tak jest? Zapewne. Warto pamiętać, że co prawda my możemy sobie wybrać przyjaciół, ale wtedy nie do końca wiemy, czy oni okażą się nimi tak naprawdę. Za to czas postawi na naszej drodze tych prawdziwych na pewno. Ale kiedy? To trudne pytanie do odpowiedzenia, bo każdy takiego prawdziwego przyjaciela/przyjaciółkę może poznać w innym czasie. A taka osoba odgrywa w naszym życiu naprawdę ważną rolę. A co Wy o tym sądzicie? ;)

Milka

piątek, 18 listopada 2016

Rozdział II część I ,, Wizyta profesora i apel ''

Witajcie, witajcie! ^^
Tak, wiem, że dawno nie wstawiłam nowego rozdziału. Wybaczcie, ale to przez naukę. No niestety, ale wiadomo, że oceny są ważniejsze. No, ale jak ten sprawdzianowy tydzień u mnie się wreszcie skończył i na razie następnego nie będzie (oby), a to oznacza, że postaram się częściej wstawiać rozdziały. Mam nadzieję, że są tu wciąż jacyś czytelnicy tego bloga, a teraz zapraszam do czytania i komentowania (wasze komentarze, nawet te, w których piszecie co zmienić - są dla mnie wielką motywacją) rozdziału II. ;)


--------------------------------
Minęło dokładnie 10 minut. Tyle czasu utrzymywał się magiczny blask i to nietypowe zjawisko na zewnątrz. Po tym czasie blask wydobywający się z pokoju Anne zniknął jakby go nie było, a nietypowe zjawisko również odeszło tak szybko jak się pojawiło.
- To było.... - mówiła powoli Linda, która jako pierwsza otrząsnęła się. - Niesamowite!
- Ciszej - uciszyła ją Anne. - Nie chcę by ktoś usłyszał.
- Wybacz, ale nigdy takiego czegoś nie widziałam - odparła, po czym dodała: - Włos jej konia zniknął. To dobrze?
- To bardzo dobrze. On w pewnym sensie przekazał jej swoją energię - wytłumaczyła Anne.
- Choć chyba zbytnio się zagrzał. Ledwo co dało go się utrzymać. Czy to w ogóle było konieczne? - zapytała.
- Tak. Ale po mimo tego dałyśmy radę i to chyba najważniejsze, co nie?
Brunetka potwierdziła.
- A czy, czy ona... wyzdrowiała? - zapytała cicho, prawie niesłuszalnie Linda.
- Wszystkie oznaki wskazują, że tak - odpowiedziała Anne.
- To cze....
Ledwo zaczęte zdanie przerwało jej gwałtowne pukanie do drzwi.
- Panno Silver! - rozległ się za nimi gruby głos pana od fizyki, profesora Sivenina.
- Co on tu robi? - zapytała Anne koleżankę.
- Nie mam pojęcia. Może chciał się Ciebie zapytać, czy widziałaś to zjawisko, albo...
- To bez sensu. Czemu akurat do mnie? - zapytała Anne.
- Sama nie wiem. Może jest jakieś zebranie, czy spotkanie? Może nauczyciele znów coś wymyślili - główkowała Linda.
- Byle nie z fizyki, proszę - dziewczyna udawała załamanie.
Linda zaśmiała się krótko, lecz zaraz potem oznajmiła:
- Mogę ci pomóc, jak chcesz.
- Dzięki, ale nie to jest teraz najważniejsze - powiedziała znów na poważnie Anne.
- To co robimy? - zapytała Linda.
Anne zeskoczyła z łóżka i podeszła do drzwi.
- Otwierasz? - zapytała zaskoczona brunetka.
- Nic innego mi nie pozostało - przyznała ze wzruszeniem ramionami Anne.
- No w sumie... A jeśli jest z no wiesz... Tych złych co mi opowiadałaś? - odezwała się Linda.
- Sprawdzę to - odparła tylko Anne.
- Jak..
- Ciii..
Blondynka odwróciła wzrok od swoich przyjaciółek i intensywnie zaczęła wpatrywać się w drzwi, jakby chciała wyczytać po co nauczyciel tu przyszedł. Nie wyczuła jego złych intencji, czy choćby aury. Nauczyciel nie był wysłannikiem zła, ani nie przybył by pokrzyżować jej plany.
- I? - zapytała brunetka po pewnym czasie.
- Wydaje się być w porządku - odpowiedziała Anne.
W sumie trudno by było wyobrazić sobie profesora Sivenina jako wysłannika pana Sands'a. Nauczyciel od fizyki był bardzo przy kości i nie było wątpliwości, że ma nadwagę. Zawsze ubierał się w te same zielonkawe spodnie od garmituru i białą bluzkę z krawatem w czarno-granatowe paski. Anne wzdrygnęła się. Według niej, a przynajmniej dawnej jej, nauczyciel nie miał ani krztu wyczucia mody. Ubierał się niemodnie i staroświecko ( opinia Anne ), a niektórzy nawet, że śmiesznie. Jednym elementem, którego trudno było skrytykować były jego eleganckie, czarne buty, które również były do kompletu tego garmituru.
- ,, Człowieku, gdzieś ty to kupował?! '' - blondynka przypomniała sobie swoją pierwszą myśl, która pojawiła się jej w głowie na początku roku szkolnego.
Miał brązowe oczy i bardzo krótkie również brązowe włosy. Cały czas miał przy sobie swoją staroświecką ( opinia Anne ) chusteczkę, ponieważ nawet najmniejszy wysiłek powodował u niego, że był bardzo spocony. Z WF raczej nie był najlepszy.
- ,, Ciekawe jakim cudem chciał zostać WF-istą w tej szkole '' - pomyślała Anne i zaśmiała się wyobrażając sobie nauczyciela w sportowym stroju, który w jednej ręce trzymałby gwizdek, a w drugiej pączka. Jeszcze ta opaska na głowie. Koniecznie czerwona.
- Anne?
- Tak?
- Otwierasz?
- Hm? Ach tak!
Blondynka powoli uchyliła drzwi.
- Profesor Sivenin, jak miło pana widzieć. Co pan tu robi? - zapytała Anne sztuczno.
- Mnie też jest miło zobaczyć panią, panno Silver. Dyrektorka kazała bym wszystkich zwołał na apel - oznajmił. - To podobno bardzo ważne - dodał wycierając spocone czoło. - Uf, muszę iść na siłownię.
- ,, Jeśli sprzęt tam się nie zepsuje '' - pomyślała Anne.
Sama dziwiła się jak nauczyciel siedzi na krześle. Przecież mogła na nim siedzieć osoba jedynie do 60 kg, a pan Siven na pewno tyle nie ważył. Oj nie!
- Dobrze. A gdzie? - zapytała blondynka.
- Na pierwsze piętro do sali 104 - oznajmił, a potem najwyraźniej musiał zauważyć Lindę, ponieważ zawołał radośnie: - Witaj panią Einstein!
- Dzień dobry profesorze - odpowiedziała Linda i cicho się zaśmiała.
- Dobrze to ja idę dalej. Dowidzenia dziewczynki! - powiedział profesor i poszedł.
Anne zamknęła drzwi wcale nie cicho, ale też nie głośno. Linda dalej się cicho podśmiewywała.
- Dziewczynki?! My mamy prawie 16 lat - oburzyła się Anne.
- Na pewno nie chciał pani urazić, panno sławna projektantko mody Silver - odparła z żartem Linda.
Anne od razu poprawił się humor.
- Idziemy na to spotkanie? - zapytała ją.
- Nie zaszkodzi - odpowiedziała Linda.
Brunetka miała zamiar podnieść swoją torbę, lecz Anne była szybsza:
- Zostaw ją u mnie.
- Dzięki - podziękowała Linda.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niej, co ta odwzajemniła. Obie ruszyły w stronę drzwi, gdy nagle zatrzymał je czyiś głos.
- Tin-can?
Głos ten był bardzo cichy, ale słyszalny. Czuć w nim było nadzieję, lecz jednocześnie niepewność.
- Alex! - ucieszyły się i podbiegły do niej.
Pomogły jej usiąść i od razu zasypał ją grad pytań.
- Pamiętasz co się wtedy zdarzyło? - zapytała Anne.
- Tak. Przegrałyśmy, prawda?
- Niestety, ale wciąż mamy jeszcze szansę - pocieszała ją blondynka.
Zapadła niezbyt długa cisza, wywołałana poczuciem winy, że nie udało im się wygrać tylko dlatego, że nie przewidziały ruchu przeciwników. Linda postanowiła ją przerwać:
- Wiesz, że udało ci się nie tylko przywrócić pamięć Alex?
- Co masz na myśli? - zapytała Anne nierozumiejąc.
- Uleczyłaś Alex i przywróciłaś jej znów energię przez włos Tin-cana. Jednak to zaklęcie, którego nauczył Cię Fripp...
- Przywróciło pamięć i Tobie? - zapytała zaskoczona.
Brunetka potwierdziła.
- To dobrze. Druidzi nie mylili się wybierając Ciebie - powiedziała Alex.
- Nie mogłam ich zawieść. Musiałam spróbować - mówiła Anne.
- Dobra. Wszystko jest już ok i w ogóle, ale czy nie miałyśmy iść na spotkanie? - zapytała Linda.
- No tak! - olśniło nagle Anne. - Al, idziesz z nami? Zrozumiem jeśli nie. Widzisz profesor Sivenin...
- Wiem o co chodzi - odpowiedziała.
- Skąd?! Przecież ty...
- Powiedzmy, że słyszałam Was - powiedziała wstając. - Idę z wami! Przecież znów mam siłę, moc, dawną pamięć i...
- Przyjaciółki! - wykrzyknęły jednocześnie Linda i Anne odruchowo przytulając koleżankę.
W sumie to nie było się co im dziwić.

--------------------------- Na spotkaniu ------------------------------

Chwilę potem dziewczyny żywo rozmawiając ruszyły do wyznaczonej sali. Każda była ciekawa o co będzie chodziło. Anne sądziła, że o zjawisko, które wywołała zaklęciem, Linda że o jakiś projektach, świętach itp, a Alex sądziła, że chodzi o coś naprawdę niezwykłego. W sali panował hałas. Większość osób zajęła już miejsca, ale niektórzy wciąż chodzili między innymi skazując biednych nauczycieli na pouczenia.
- Co to za spóźnienie panny? - odezwał się głos za nimi, które znały.
To Pani Graham - niezbyt wysoka, starsza kobieta z okularami, ubrana w granatowy żakiet i  szarą spódnicę oraz lakierki na nogach. Była to wicydyrektor szkoły, która jednak z powodzeniem mogła być być dyrektorką. Była od niej surowsza. Bardzo ściśle trzymała się zasad i reguł. Chyba nikt z szkoły jej nie lubił, a ona za to nie lubiła uczniów.
- My.. eee... - zaczęła Linda.
Nie umiała kłamać. Nie wychodziło jej to. I to bardzo. A szczególnie w rozmowie z nauczycielami. W dodatku wiedziała, że p. Graham i tak by wyczuła, że nie mówi prawdy. Sytuację ocaliła Anne:
- Musiałyśmy zaprowadzić Alex do pielęgniarki, ponieważ źle się poczuła.
CDN

Mam nadzieję, że rozdział się spodobał. ;)

niedziela, 16 października 2016

Rozdział 1 cz.III (ostatnia) - Pierwsze sukcesy

Po mimo, że pod tamtym postem nie było trzech komentarzy, postanowiłam zrobić jeden wyjątek i to dokończenie pierwszego rozdziału wstawić. ;) Mam nadzieję, że i ta część rozdziału Wam się spodoba. ;D

- Co? Jak to? - zapytała Anne cicho.
Katja zaśmiała się, po czym odezwała:
- Przecież ty nie pamiętasz tego wydarzenia tak samo jak Twoje koleżanki. Nie wiesz kim naprawdę jesteś - mówiła. - Już niedługo i ona stanie się taka jak przedtem.
- Nie - wyrwało się Anne.
Katja odwróciła się w stronę przerażonej Anne, która choćby chciała to nie była w stanie nic zrobić.
- Powiedziałam zostaw ją - powtórzyła Alex z pewną rządzą.
- To mnie sama powstrzymaj. Skoro już nie co odkryłaś, powinnaś wiedzieć, że możesz mnie powstrzymać - powiedziała Katja.
Wzrok dziewczyny skierował się na Anne, której samo spojrzenie mówiło: - ,, Dasz sobie radę, tylko proszę zrób to teraz! ". 
Blondynka chwilę się wahała. Jednak wiedziała, że tak tej sytuacji nie może zostawić. Postanowiła spróbować.
- Przecież ja to umiałam, przecież ja to wciąż umiem - powtarzała sobie w myślach Alex.
Zamknęła oczy, skupiła się porządnie na celu, powtórzyła sobie po raz ponownie to zdanie. Wyciągnęła przed siebie rękę, dłoń mając prostopadle do ramienia, lecz skierowaną w stronę Katji.
- Co ty robisz?! - zapytała zdziwiona takim obrotem sytuacji ''zjawa''.
- To co powinna... - odpowiedziała nieświadomie Anne.
Po chwili ku Katjii pomknął elektryczna iskra, zwana potocznie - piorunem. ''Zjawa'' syknęła. Promień wywołał jej ból, ale nie zranił. Ta zaśmiała się złowrogo.
- Mentalne Uderzenie... - zaczęła Anne z strachem.
- …nie działa na istoty niecielesne - dokończyła Katja.
Jednak dla Alex samo jego jedno użycie sprawiło, że ta straciła większą ilość energii. Upadła na kolana.
- Wiedziałam, że wybór Anne był słuszny co do Ciebie. Zaczynasz szybciej kojarzyć od reszty. To nie dobrze. Widzisz... nie chcę walczyć z siostrą... - to były jej ostatnie słowa w tym dniu.
Potem najzwyczajniej zniknęła. Anne wciąż nie łatwo było się otrząsnąć. Wciąż stała, przenosząc swój wzrok to na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą była Katja, a potem na Al. Jednak wołanie jej brata sprawiło, że powróciła do rzeczywistości.
- Alex! Alex! - niespodziewanie usłyszała głos Jamesa, który najwyraźniej szukał swojej siostry.
Anne wyszła z pokoju, pamiętając o wyminięciu koleżanki i podbiegła do niego.
- Cicho! - syknęła.
- Hm? Anne? Co ty tutaj robisz? - zapytał zdziwiony.
- Na tym piętrze mieszkam - odpowiedziała dziewczyna wywracając oczami.
- Aha. Wiesz, gdzie jest Alex? - zapytał.
- Eee... A co? - zapytała.
- Linda mnie wysłała. Miała jej pomóc w projekcie, a że akurat przechodziłem tamtędy poprosiła mnie bym poszukał ją - wyjaśnił. - Wiesz, gdzie ona jest?
- Eee.... nie - skłamała. - Powiedz Lindzie by przyszła do mnie - powiedziała.
- No......dobra....... - tylko tyle zdołał wydusić z siebie i pobiegł.
Czy do Lindy, jak kazała mu ona, tego nie wiedziała, ale już wkrótce miała się przekonać. Anne postanowiła wrócić do swojego pokoju i pomóc Alex wstać by mogła usiąść na jej łóżku.

-----------------------------------15 minut potem-----------------------------------

Czas upływał w zaskakująco szybkim tempie. Anne myślała już, że James powiedział to dla świętego spokoju. Dziewczyna go przerażała, ale nie tak bardzo jak Katja. W końcu ktoś zapukał do drzwi.
- Proszę - odpowiedziała Anne myśląc, że to Becky wróciła.
- Anne? - zapytał nieśmiało czyiś głos.
- Linda? - Anne energicznie się podniosła.
Wróciła w nią nadzieja. Brunetka nie musiała odpowiadać. Blondynka doskonale wiedziała kto do niej przyszedł. 
- Czyli jednak mnie posłuchał - ucieszyła się.
- James powiedział, że mam do Ciebie przyjść. Coś się stało? - zapytała.
- Musisz mi pomóc - odpowiedziała Anne, lecz widząc zdziwienie w oczach Lindy dodała: - Tak wiem, że to dziwnie brzmi, ale ja naprawdę potrzebuję Twojej pomocy.
- Ale w czym? - zapytała brunetka.
- Znasz się na lekarstwach, ziołach itp, no nie? - zapytała.
- Trochę tak... - przyznała rację blondynce.
- A pomożesz jej? - zapytała Anne wskazując na leżącą na łóżku blondynkę.
- Alex?! Co ona tu robi? - zapytała nie dowierzając Linda.
- Eeee... no... nie wiem jak ci to wytłumaczyć, zważając na to, że ty pewnie jeszcze nie wiesz - odpowiedziała z pewnym oporem Anne.
- Czego nie wiem? O co ci chodzi? Czemu jesteś taka... inna? - dopytywała się brunetka.
- Po prostu pomóż jej, a ci wytłumaczę, ok? - zapytała.
- No ok - odparła z niemałym wahaniem Linda.
Odłożyła swoją torbę na podłogę.
- Czego potrzebujesz? - zapytała Anne.
- Praktycznie nie wiele. Tylko paru listków mięty, rumianku, mniszka lekarskiego i zimną wodę - wymieniała.
- O rany! - westchnęła z niemałym niezadowoleniem Anne.
- Oczywiście nie musisz przynieść. Ja mogę to zrobić, ale nie wiem ile mamy czasu - powiedziała Linda i już miała zamiar wstać, gdy blondynka ją wyprzedziła:
- Nie! Zrobię to dla niej i dla nas wszystkich.
Linda spojrzała na nią z nie małym zdziwieniem, ale szybko zastąpił je uśmiech.
- Dzięki - powiedziała.
Anne zmusiła się do uśmiechu, lecz coraz szybciej zaczynała zauważać, że przychodzi jej to z łatwością.
- ,,Back to normality" - przypomniała sobie słowa wiewióra, kiedy poszła na to ''zabronione'' spotkanie z druidami.
Pamiętała, że to wtedy, dzięki tym słowom, które zadziałały na nią jak jakieś naprawdę silne zaklęcie, przypomniała sobie wszystko.
- Bardzo żałuje, że nie ma z nami reszty dziewczyn, że tylko Tobie zdołałem pomóc. Nie spodziewałem się tego po nich, ale jak widzę powinien to przewidzieć. W takim razie Tobie powierzam zadanie przypomnienia każdej kim jest, jakie jest jej przeznaczenie itd. - powiedział wtedy Fripp.
Anne przysięgła mu wtedy, że wypełni to zadanie z powodzeniem. Choć tylko Fripp był pewien, że się uda, reszta druidów jak nigdy zaczęła wątpić.
- A jeśli napotka przeszkody? Mogą się zorientować... - zaczął jakiś druid.
- Anne - Elizabeth położyła wtedy jej rękę na ramieniu. - Wierzę w Ciebie i Twoje powodzenie. Błagam nie zawiedź nas.
- Nie zawiodę... - odpowiedziała wtedy.
- Nie zawiodę... - powtórzyła nieświadomie, wciąż stojąc w swoim pokoju.
- Hm? Anne, coś się stało? - zagadnęła ją Linda.
- Nie zawiodę.... Nie zawiodę! Nie mogę, uda mi się! - powtarzała coraz bardziej zadowolona z siebie blondynka.
Tak bardzo w to wierzyła. W końcu już u jednej jej się udało. To dobry znak. Uśmiechnęła się sama do siebie.
- Anne, to pójdziesz, czy nie po te rośliny...? - zapytała nieśmiało Linda, bojąc się że tym zdenerwuje tym koleżankę.
W tym momencie blondynkę olśniło.
- ,,No tak! Jak mogłam nie pomyśleć o tym wcześniej'' - pomyślała.
- Anne? - zapytała znów Linda. - Czy..
- Tak pójdę, ale sądzę, że to chyba nie jest konieczne - odpowiedziała.
- Jak to? Przecież sama mnie prosiłaś o pomoc - mówiła zagubiona.
- Sądzę, że jest coś co jej pomoże wrócić do siebie o wiele szybciej niż rośliny - powiedziała.
- Ale co to jest? - zapytała zdziwiona, lecz także ciekawa Linda.
Anne podeszła do swojego biurka, do szuflady na zeszyty.
- Anne, co ty...?
- Wezwałam cię, bo nie umiałam sobie poradzić. Nie wiedziałam jak jej pomóc, chociaż jako jedyna, no przynajmniej na razie, znam prawdę. Ona jest Jeźdźcem Dusz, tak samo jak my. Rośliny nie pomogą jej - tłumaczyła koleżance, a po chwili podeszła do niej mówiąc: - Tylko to może jej pomóc.
- Włos? - zapytała Linda nie rozumiejąc wciąż koleżanki.
- Koński włos - poprawiła ją Anne. - A dokładnie włos Gwiezdnego Konia, czyli jej bratniej duszy.
- Hm? Ja już nic nie rozumiem - przyznała szczerze Linda i wzruszyła ramionami.
- Zrozumiesz w swoim czasie, a teraz patrz - powiedziała i położyła kosmyk włosa konia Alex na jej rękę.
- Ale co to za koń, od którego masz włos? I jak? - dopytywała się Linda.
- Włos tego konia to włos konia Alex. A skąd go mam to możesz mi nie uwierzyć. Przynajmniej nie teraz - odpowiedziała Anne.
- Co?! Ale przecież ona nie ma konia. Tylko tego szkółkowego, którym się opiekuje - nie mogła uwierzyć Linda.
- Tin-can jest jej bratnią duszą, jej tak jakby drugą połówką. Nie Dancergold - wyjaśniła, po czym dodała: - Twoim koniem jest Meteor, a moim... cóż Concorde - zmusiła się do uśmiechu.
Wspomnienie jej kochanego konia bolało ją wciąż. Zrozumiała wtedy dlaczego Lisa wybrała tą opcję.
- Ale... ale...
- Wytłumaczę ci to, obiecuję - przyrzekła jej blondynka, a potem spojrzała na leżącą Alex.
- ,,Nie zadziałało? Ale... ale... nie rozumiem tego. Choć gdyby.... No tak! Zaklęcie. Jeśli je wypowiem zadziała. Ale czy wystarczą moje słowa? Może gdyby Linda...? Nie... to bez sensu. A może jednak? Przecież warto spróbować. Fripp mówił, że to zaklęcie będzie jeszcze mocniejsze, gdy wypowie jej więcej osób" - myślała.
- Lindo.. - zaczęła.
- Tak? - zapytała brunetka.
- Umiesz angielski no nie? Jeśli się nie mylę to jesteś chyba najlepsza - odpowiedziała Anne.
Linda zarumieniła się, a przynajmniej tak się dziewczynie zdawało.
- Że najlepsza to nie. Po prostu przychodzi mi to z łatwością - wytłumaczyła. - Ale umiem, a co?
- A kojarzysz/znasz te słowa? Back... to... normality - zaklęcie dziewczyna wypowiadała spokojnie i powoli. 
- Powrót do normalności - przetłumaczyła bez problemu Linda. - No coś kojarzę, a co?
- Mogłabyś je ze mną wypowiedzieć? Sądzę, że to właśnie tego elementu brakuje by ją uzdrowić - odparła Anne.
- Ale przecież nie istnieje taka rzecz jak magia. Nie istnieje. Na wszystko jest jakieś logiczne wytłumaczenie - powiedziała Linda.
Tia.... Trudno przekonać kogoś do wierzenia w magię, czary i zaklęcia, gdy ten ktoś jest największym tak jakby... no taką osobą, która jest bardzoooo mądra w klasie, jak nie szkole! Musiałby się stać cud by uwierzyła.
- To się przekonasz - mówiła tajemniczo Anne. - To pomożesz?
- Cóż... - brunetka zdjęła okulary i przetarła je skrawkiem bluzy. - No dobra...
- Świetnie - ucieszyła się blondynka.
- To co mam robić? Znaczy jak mam ci pomóc? - zapytała.
- Pierwsza część jest wypełniona. Na jednej ręce właśnie musi leżeć włos JEJ konia, czyli inaczej bratniej duszy. Teraz podaj mi rękę - poprosiła.
Brunetka, choć wciąż nie wiedziała jak ma na to wszystko zareagować tak naprawdę. Nie znała powodu dlaczego jej koleżanka tak się zmieniła, ale z nie wiadomego powodu postanowiła jej zaufać. Podała jej rękę.
- Dobrze. Teraz musisz złapać jeden koniec włosa Tina, a ja drugi. Tak by środek ciągle pozostał w jej ręce - tłumaczyła dalej Anne.
- Mogę wiedzieć skąd to wiesz? No wiesz, chodzi mi o to zaklęcie i konie... - wtrąciła się ze swoim pytaniem Linda.
- R.D - odpowiedziała tylko blondynka, po czym dodała: - A teraz na trzy mówimy to. Ok?
- Te słowa zaklęcia? - upewniła się Linda.
Anne przytaknęła, a brunetka na potwierdzenie, że rozumie również skiwnęła głową.
- Okej... To 1............. 2............. 3! - prawie krzyknęła Anne, ponieważ Tin-can'a zaczął palić ją w rękę. - Teraz Linda!
- Back to normality -  powiedziały równocześnie dziewczyny.
Dosłownie chwilę potem wokół leżącej dziewczyny pojawiła się srebrno - złotawa aura, a włos, który leżał w jej ręce stał się bardzo mocnym i rażącym źródłem światła, jednak dziewczyny nie mogły zakryć oczu rękami. Odwróciły głowy, choć i to nie pomagało.
- Ał! - usłyszała nagle głos Lindy.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę - poprosiła Anne.
Jednak nie tylko w pokoju coś się działo. Na zewnątrz znikąd pojawił się księżyć na błękitnym niebie, a niedaleko niego słońce. Wten niebo przecięła błyskawica.
- ,,Nie wierzę! Udało się!" - ucieszyła się blondynka.
Nie musiała mieć wątpliwości. Fripp dokładnie opowiedział jej jakie oznaki mają się pojawić, które powiadomią, że zaklęcie zadziałało.

* Rozdziały te pisałam dość dawno, więc te pierwsze nie są jakoś specjalnie super napisane, ale z czasem zauważycie różnicę. ;) *

czwartek, 6 października 2016

Rozdział 1 cz.II - plan Anny

Jeszcze przed rozpoczęciem czytania, chciałabym podziękować Alexis Kittenburg za polecenie mojego bloga w jednym z swoich najnowszych postów i dodatkowo umieszczeniu linku do bloga w ,, Polecane blogi ''. Alexis, jeśli to czytasz to wiedz, że bardzo ci dziękuję. ;D No, a teraz czas na cd. rozdziału pierwszego. W nim dowiecie się o planie Anny. Zapraszam do czytania i komentowania.

Nadeszła noc. Każda z dziewczyn siedziała w swoim akademickim pokoju. Pokoje były 4 osobowe, ale 
Jeźdźcy Mroku zadbali o to by dziewczyny nie razem w jednym pokoju. Lekcje już dawno dobiegły końca. W swoim pokoju Anne rozmyślała jak powiedzieć prawdę dziewczyną.
- Nie uwierzą mi przecież - mówiła sobie. - Jestem bezsilna.
W ten ktoś zapukał do drzwi.
- Mogę? - usłyszała.
Od razu rozpoznała ten głos. To była Becky!
- Wejdź - odparła bez wyraźnego zainteresowania.
Dziewczyna weszła, zataskując za sobą drzwi i usiadła na swoim łóżku. Becky była wysoką, bardzo szczupłą osóbką o długich, brązowych i w dodatku falowanych włosach. Miała zielone oczy, które nie za bardzo pasowały do niej. Ubierała się najczęściej w kolorowe sukienki. Brała do serca każdą uwagę jej autorytetu - panny Silver.
- Anne, martwię się o Ciebie - wyznała.
- O mnie? Nie ma takiej potrzeby - odpowiedziała dziewczyna, lecz sądząc, że może to brzmieć dziwnie jak na nią dodała: - Umiem o siebie zadbać Becky!
- Ale Anne... - próbowała się obronić dziewczyna. - Od pewnego czasu zachowujesz się inaczej.
- Inaczej? Jak? - zapytała Anne starając się nie patrząc na nią.
- Jak nie ty. Zachowujesz się jak one... No wiesz... Wiesz o kogo mi chodzi, prawda? - zapytała. - Zresztą nie ukryjesz przede mną tego, że z nimi rozmawiałaś. Widziałam to. Anne, naprawdę mnie to przeraża.
Dziewczyna przewróciła oczami.
- To już człowiek nie może się zmienić? - zapytała.
- No może, ale...
- Ale co? - zapytała.
- To wyglądało jakbyś je znała. Jestem pewna, że nawet one były zdziwione Twoją zmianą - odpowiedziała.
- Może trochę - przyznała.
- Przyjaźnisz się z nimi? - zapytała Becky, a w jej głosie wyczuć było można nutkę zdziwienia i przerażenia.
Anne - zawsze stała na czele ich paczki. Świadomość, że mogły by ją utracić przerażała Becky, jej ''prawa'' ręka.
- Nie - skłamała.
Po tych słowach między nimi zapadła cisza. Becky spoglądała to Anne to na widok za oknem. Żadna z nich nie zamierzała się najwyraźniej odezwać.
- ,, Ale Becky przecież może mi pomóc " - pomyślała Anne. - ,, Tylko, czy się zgodzi? ''
- Anne... - zaczęła Becky.
- Tak? - dziewczyna spojrzała na nią.
- Ja... ja cię przepraszam - mówiła.
- Przepraszasz? Za co? - zapytała Anne. - ''Wow, chyba naprawdę się zmieniłam".
- Za to oskarżenie. Ja po prostu... boję się, że cię stracimy - wyznała.
- W porządku. Przeprosiny przyjęte, jeśli mi pomożesz - powiedziała Anne i tajemniczo się uśmiechnęła.
- W czym? - zainteresowała się Becky.
- Przyprowadź mi proszę którąś z dziewczyn - odpowiedziała Anne.
- Dziewczyn? O kogo ci chodzi? - zapytała podejrzanie.
- Przyprowadź mi proszę Lisę, Lindę lub Alex, albo CZEKAJ! Lepiej przyprowadź Alex - odparła Anne.
- Alex?! Czyś ty naprawdę zwariowała? - nie dowierzała Becky.
- Inaczej nie przyjmę Twoich przeprosin - powiedziała Anne i zaczęła piłować paznokcie.
Becky westchnęła, po czym odparła z trudem:
- No dobra.
- Super! Czekam - powiedziała Anne.
Becky wyszła, a Anne zaczynała myśleć nad planem jak przekonać Alex do swojej prawdy. Pewnie myślicie dlaczego ją? Otóż dlatego, że jej zawsze wierzyli i potrafiła przekonać resztę. Przecież nie powie dziewczynie prawdy od razu. Uzna, że zmyśla/kłamie, ponieważ trójka dziewcząt zazwyczaj miała takie zdanie o niej. Anne nie musiała nawet tego słyszeć, ona to wiedziała, lecz teraz zaczęła żałować, że przed tym ''wypadkiem'' nie udało jej się utrzymać lepszych kontaktów z nimi.
***********
- Gdzie ona jest? - zapytała samą siebie Anne, gdy po prawie godzinnej przerwie od rozmowy z Becky, dziewczyny dalej nie było.
Już chciała wstać i sprawdzić, czy przypadkiem nie idzie, gdy nagle usłyszała głos Becky. Łatwo było wywnioskować, że nie była zadowolona pomysłem Anne, a tym bardziej tym, że z całej paczki to właśnie ONA musiała przyprowadzić JĄ. Dziewczyna szybko podbiegła do drzwi i otworzyła jej z radością.
- Jestem - powiedziała Becky niezbyt przyjemnym tonem głosu.
- Super! W takim razie przeprosiny przyjęte - odpowiedziała Anne.
- Cieszę się - wydusiła z siebie i zmusiła się do uśmiechu Becky.
- Możesz już iść - powiedziała Anne.
- Ale... Ale gdzie? - zapytała zdziwiona.
Jak widać tego się nie spodziewała. Jednak Anne zignorowała ją i zwróciła się do dziewczyny, którą miała przyprowadzić Becky:
- Chodź!
Zanim ta zdążyła się zorientować, Anne prędko złapała ją za nadgarstek i wciągnęła do pokoju, zamykając brunetce drzwi przed nosem. Alex udało się bez trudu wyzwolić z jej uścisku.
- Cieszę się, że tu jesteś - zaczęła Anne.
- Czy ty aby na pewno dobrze się czujesz? - zapytała Alex.
- Tak, tak wiem, że to dziwne - odpowiedziała Anne.
- Po co kazałaś Becky przyprowadzić mnie do Ciebie? - zapytała nieufnie.
- To na pewno nie było proste - domyślała się Anne, po czym szybko dodała: - Tylko ty możesz mi pomóc w przekonaniu Lisy i Lindy.
- Hm?
Anne usiadła przy biurku i włączyła komputer. Chwilę szukała, a gdy tylko znalazła to co miała, zawołała Alex by podeszła.
- Zobacz - powiedziała. - Poznajesz?
- To wiewiórka... - zaczęła.
- Nie jest ona zwykła. A ty wiesz jak ona ma na imię. Tylko sobie przypomni - poleciła Anne.
- Ale ja nie wiem... - zaczęła. - Czekaj...
Zamknęła oczy i próbowała ''przeszukać'' swoją pamięć. Nie chciała się przyznać, że ma wrażenie, że zna tą dziwną wiewiórkę.
- To... - zaczęła Anne.
- Fripp! - wykrzyknęła znienacka Alex.
- Brawo! Tak. A teraz przypomni sobie nas, na polu walki - powiedziała dziewczyna.
- Jakiej walki? - zapytała złotowłosa. 
 - Tej, którą stoczyłyśmy ostatnio - odpowiedziała Anne.
Ta popatrzyła się na nią zdziwiona.
- Na pewno dobrze się czujesz? Z tego co wiem, raczej nie interesuje cię historia. Robisz to specjalnie, nie? - zapytała Al, nie wierząc w szczerość i nagłą zmianę zachowania koleżanki.
- Nie! Ale to nie historia. Uh.... Już nie wiem jak mam was przekonać. Rada Druidów pomyliła się co do mnie. W ogóle po co miałam być to właśnie ja - zastanawiała się Anne.
- Rada druidów? Pomyłka? Magiczna wiewiórka, tzn. Fripp? Wojna? - wymieniała patrząc się na nią jak na człowieka nie zdrowego na umyśle i powoli się wycofując. - Wybacz Anne, ale jeśli to wszystko to ja już pójdę - dopowiedziała i skierowała się w stronę drzwi.
Anne czuła się pokonana. Nie wiedziała nawet co ma odpowiedzieć. Gdy usłyszała trzask drzwi, wstała od biurka i usiadła na skraju łóżka.
- Ja nie dam rady - powiedziała cicho, nie wiedząc, czy powiedziała to do siebie, czy do R.D.
Niespodziewanie w pokoju zrobiło się zimno. Blondynka odwróciła się by sprawdzić, czy Becky nie zostawiła otwartego okna. Jednak nie. Okno było zamknięte. Nic z tego nie rozumiejąc, zignorowała to. To był błąd. Na przeciwko niej znikąd pojawiła się lodowo-błękitna mgła, z której powoli zaczęła formować się ludzka postać - dziewczyna... Teraz Anne nie musiała nic rozumieć, zapomniała nawet o próbie przekonania koleżanki. Ważniejsze było coś innego. Gdy postać w końcu do końca ''uformowała się'' z mgły, odezwała się:
- Witaj Anne, jak tam ci idzie?
- Co tu robisz? - zapytała dziewczyna, ignorując pytanie ''zjawy’’.
Zjawę, którą doskonale znała nie jako jedyna, ale jako jedyna pamiętała.
- Pan Sands i reszta jeszcze się nie zorientowali - odpowiedziała. - Ale ja tak.
- I? Co z tego, że tylko ja to pamiętam, a reszta nie....
- Tak ci się tylko zdaje - powiedziała ''zjawa''.
- Hm? Nie rozumiem. O co ci chodzi? - zapytała.
- One pamiętają tylko skrawki, a ty... Hm... powiedzmy, że dokonałaś nawet, nawet dobrego wyboru co do wybrania tej, która pomoże ci przekonać resztę - odparła.
- I tak nici z tego - powiedziała Anne.
- Moja siostra.... Hm.... Ona chce ci uwierzyć, ale ma blokadę. Blokadę, która jest klątwą przez nas rzuconą...
- Ale jak to w ogóle możliwe, że ja wszystko pamiętam? - wtrąciła się ze swoim pytaniem Anne.
- Blask. Ta Rada chciała was uchronić, ale nie do końca im się to udało. Udało im się tylko ochronić ciebie - mówiła. - Jednak to i tak jest przeszkoda.
- Hm? O co ci chodzi? - zapytała Anne.
Dziewczyna ''zjawa'' podeszła do niej. Blondynka odruchowo wstała.
- Przeszkoda? Masz na myśli... mnie? - zapytała niepewnie.
- Tak... Lepiej dla ciebie, jeśli tak samo jak Twoje koleżanki zapomnisz o tym - odpowiedziała jednocześnie wyciągając rękę w jej stronę.
Wokół ''zjawy'' zaczęła pojawiać się dziwna aura, przez którą Anne dostała dreszczy. Nikt jej nie mógł jej pomóc.
- To koniec - pomyślała. - Przepraszam.
Właśnie gdy Anne miała godzić się z swoim końcem… Niespodziewanie do pokoju wpadła Alex.
- Zostaw ją! - krzyknęła.
Zdziwienie Anne było tak duże, że aż nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Katja odwróciła się w jej stronę.
- Pamiętasz mnie siostrzyczko? - zapytała z uśmiechnęła się.
Jednak nie był to ten przyjazny uśmiech, a uśmiech z nutą zła.
- Pamięta - pomyślała Anne. - Pamiętasz! - krzyknęła do Alex.
- W takim razie… Kim jestem? - zapytała ''zjawa''.
- Hm... nie ważne. Zostaw ją! - powtórzyła dziewczyna. - Ona próbuje nam pomóc. I na Twoje nieszczęście masz teraz dwie, a już niedługo cztery przeszkody.
Ciąg dalszy niedługo

czwartek, 29 września 2016

Rozdział 1 cz.I - Tajemnicza wiadomość od R.D

Na początku chciałabym podziękować za trzy pozytywne komentarze pod postem informacyjnym z dialogiem. Zgodnie z tym co napisałam -> były trzy komentarze, więc nowy rozdział (w tym przypadku pierwszy). ;) Przypominam, że to opowiadanie jest wymyślone przeze mnie, więc rozumiem, że nie każdemu się ono spodoba, po mimo, że występują Jeźdźcy Dusz (z Star Stable Online, Stajni Marzeń, Starshine Legacy) i moje wymyślone do tego postacie. ;)
-------
- Jak Wam już mówiłam, różnorodność fauny tej wyspy jest bardzo bogata… - powiedziała profesor Peper chodząc między ławkami. – A teraz… wyciągnijcie karteczki. Przekonamy się, czy słuchaliście.
Profesor Aitiana Peper, nauczycielka biologii, choć wyglądała na miłą i sympatyczną co dba o swój elegancki wygląd, w rzeczywistości była przeważnie nielubiana przez uczniów. Powodów mieli wiele, jednak ich podstawowym powodem było to, że uwielbiała robić kartkówki na koniec lekcji, chcąc przyłapać osoby, które udawały tylko, że słuchały. W sali rozległ się odgłos przewracania kartek, wyrywania ich. Choć każdy wiedział, że będzie ta kartkówka, to jakoś nikt dziś nie przygotował sobie kartki.
- Gotowi?
Odpowiedziały jej przytakujące pomruki niezadowolonych uczniów.
- Zatem… - zaczęła. – Jaki gatunek drzew jest najpopularniejszy na wyspie, a jaki bliski wyginięcia? Jaki…
Ledwo zdążyła podyktować następne pytanie, a rozległ się dźwięk dzwoniącej komórki. Profesor Peper stanęła nadsłuchując. Już miała ruszyć do źródła dźwięku, gdy ku jej zaskoczeniu rozległ się następny dźwięk dzwoniącej komórki. Profesorka zaskoczona tym postanowiła załatwić to inaczej. Wróciła do swojego biurka, usiadła na krzesło i westchnęła:
- Ile razy Wam powtarzałam by wyłączać telefon na lekcji?
Nikt nie śmiał się odezwać.
- Czy jeśli zadzwoni kolejna komórka to nie zrobi nam pani kartkówki? – zapytał jakiś głos.
Należał on do chłopaka, który miał niemałą nadwagę. Jego piegowatą twarz dopełniały krótkie, rude włosy. On sam nie był wysoki. Miał na imię Jaś.
- Nie – odpowiedziała nauczycielka.
Jaś posmutniał. Miał taką wielką nadzieję. Nie lubił, gdy jego do jego pięknych ocen dochodziły kolejne dwójki z lekcyjnych kartkówek. Nawet jeśli jego największa ocena wynosiła 3+.
- Jeśli zadzwoni jeszcze jeden telefon, albo i dwa na następnej lekcji zrobię Wam sprawdzian.
- Nnnniiiieeee… - odpowiedziała cała klasa, przedłużając każdą literę jak najdłużej.
W ten rękę podniosła dziewczyna z krótkimi do ramion, blond włosami, które układały się w dwa łuki po obu stronach głowy dziewczyny.
- Tak Anne? – zapytała profesor Peper.
- Nie powinna pani karać za to całą klasę, a jedynie osoby, które nie przestrzegają tej reguły – odpowiedziała z dumą.
Ledwo to skończyła mówić, a zadzwoniła jej komórka.
- Dla tych osób przygotowałam coś innego – odpowiedziała z uśmiechem.
- Ale… - próbowała zaprzeczyć dziewczyna, jednak profesorka tylko nakazała jej usiąść z powrotem.
Usiadła, ale przepełniała ją złość. Że też jej komórka musiała akurat teraz. Wyciągnęła ją z plecaka i popatrzyła na wyświetlacz.
- Numer nieznany – stwierdziła, a potem zobaczyła jeszcze, czy przypadkiem nie ma wiadomości od TEGO numeru. 
Nie myliła się. Wiadomość była.
- ,, Przyjdźcie jak najszybciej na boisko. Chyba umiemy wam pomóc.  R.D.’’ – brzmiała.
Przyjdźcie? O kogo jeszcze chodziło. To ją bardzo zdziwiło. Na szczęście rozległ się dzwonek wzywający na przerwę. Ucieszony Jaś podskoczył i wybiegł pierwszy z klasy. Wszyscy zaczęli się pakować i wychodzić. Już ostatni uczniowie opuszczali klasę, gdy profesor Peper przemówiła:
- Ty Liso, Lindo, Alex i Anne zostańcie na chwilę.
- Co? Czemu? – zapytała Lisa.
- Przecież my nic nie zrobiłyśmy – mówiła Linda.
- No ja to w ogóle nic nie zrobiłam. Nie wiem po co mam zostać – broniła się z dumą Anne.
- Po co pani nas wezwała? – zapytała Alex.
Chyba jako jedyną interesowało to po co ich nauczycielka zatrzymała. Profesor Peper zamknęła drzwi. 
- Dziewczyny… - zaczęła. – Kazałam Wam zostać, bo jak wiecie to wasze telefony zadzwoniły podczas lekcji, przerywając kartkówkę.
- Czy to nie dobrze? – zapytała Anne.
- A jak ci się wydaje? – odpowiedziała jej pytaniem Lisa.
- Dziewczyny! – krzyknęła. – To nie dobrze. Wiecie jak nie znoszę, gdy mi się przerywa lekcję.
- Ale ja miałam wyłączoną komórkę. Przecież pamiętam – powiedziała Linda.
- Ja też – poparła zdanie koleżanki Lisa.
- I ja – odezwała się Alex.
Tylko Anne milczała. Dziewczyny wraz z nauczycielką popatrzyły się na nią.
- A ty? – zapytała profesor.
- Też – odpowiedziała dla świętego spokoju Anne.
- Poproszę komórki – powiedziała p. Peper.
- Ale…
- Poproszę komórki dziewczyny! – podniosła głos.
Każda z niechęcią podała jej telefon.
- Usiądźcie. To nie potrwa długo.
Usiadły, ale z niechęcią. Wszystkie cztery w pierwszym, rzędzie. 
- *To dobra okazja. Muszę im powiedzieć* – mówiła sobie w myślach Anne spoglądając na zegarek.
- Dziewczyny – zaczęła cicho by tylko nauczycielka ich nie usłyszała.
- Yyy… Anne… Dobrze się czujesz? – zapytała Lisa, a pozostała dwójka popatrzyła na nią zdziwiona.
- Tia… Ja chciałam wam tylko powiedzieć, czy… - zaczęła jednak nie skończyła, bo w tym czasie rozległ się głos profesorki.
- A niech mnie! – krzyknęła.
Cała czwórka popatrzyła na nią ze zdziwieniem.
- Jak to możliwe? – zapytała samą siebie.
- Coś się stało? – zapytała Linda.
- Stało – przyznała profesor.
- Co? – dopytywała się Lisa.
- Czytałyście te esemesy? – zapytała ich.
Lisa, Alex i Linda zaprzeczyły, lecz Anne odpowiedziała:
- Tak.
Profesor oddała im komórki mówiąc:
- Porównajcie sobie je.
Tak zrobiły. Każda z każdą porównały treść esemesów. Każdą zatkało.
- I? – zapytała. – Możecie mi to wytłumaczyć? Znacie tą osobę? Osobę podpisującą się R.D?
Zaprzeczyły.
- To niby skąd ma numer każdej z Was? – zapytała. – Po wszystkich Was bym się tego spodziewała, ale nie po Lindzie.
- Naprawdę nie wiemy kto to i o co mu chodzi – odpowiedziała Linda, a reszta oczywiście jej przyznała rację.
- Albo im – zastanowiła się Anne.
- Co? Skąd wiesz, że to nie jedna osoba, a parę to napisało do Was? – zapytała p. Peper.
- Nie wiem. Mam po prostu wrażenie, że wiem kto to, ale nie umiem sobie tego przypomnieć.
Profesor westchnęła.
- Nie wiem co mam z tym zrobić, ale przysięgnijcie mi, że i tak nie wypełnicie tego zadania. Wypełnienie tego byłoby:
- Lekkomyślne? – zapytała Anne
- Głupie? – podsunęła Alex.
- Nieodpowiedzialne? – zapytała Linda.
- Niebezpieczne? – podsunęła Lisa
- I lekkomyślne i głupie i nieodpowiedzialne i niebezpieczne. A więc…
Rozpoczęte zdanie przerwało profesorce dźwięk telefonu.
- Czyj to teraz? – zapytała. – Za chwilę pewnie i Wam zadzwoni – powiedziała zwracając się do reszty dziewczyn.
Alex podniosła rękę.
- Tak? – zapytała p. Peper.
- Mogę już iść? – odpowiedziała pytaniem.
Profesor popatrzyła się na nią zdziwiona.
- Chyba nie zamierasz iść na to spotkanie, panno Cloudmill – powiedziała nauczycielka głosem jakby ostrzegawczym.
- Nie. Mój brat znów kłopoty. Muszę mu pomóc – wytłumaczyła.
- Hm… wierzę ci na słowo – powiedziała do niej, a potem zwróciła się do reszty: - Jeśli której kolwiek przyjdzie do głowy udać się na to spotkanie to będzie miała kłopoty. Zrozumiano?
Przytaknęły, choć Anne z niechęcią.
- I tak tam pójdę – powiedziała sobie w duchu, po czym wszystkie opuściły salę.
-------
Z powodu, że moje rozdziały nie są wcale takie krótkie (no gdzieś z 6 kartek w Wordzie) to będą one ukazywały się w częściach. ;)

niedziela, 18 września 2016

Prolog

Witajcie czytelnicy bloga!
Dziś - w końcu - na blogu pojawi się prolog mojego dość długiego opowiadania o Jeźdźcach Dusz i Jeźdźcach Mroku. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Od razu mówię, że powstał dość dawno i idealny nie jest, ale wiadomo - każdy uczy się na błędach. Bardzo prosiłabym też o porady w komentarzach, czy choćby zwykłą opinię jak Wam się dany rozdział podoba. Na blogu będzie panować taka zasada: Co najmniej trzy komentarze -> jeden rozdział. Wcześniej rozdział się nie pokażę. Dlaczego? Bo chcę byście mnie jakoś zmotywowali do dalszego pisania. Jeszcze raz mam nadzieję, że Wam się prolog spodoba, po mimo, że doskonały nie jest. 

Prolog
- To koniec! WASZ koniec - usłyszały.
Siedem osób stało na rozległym terenie, łące, która kiedyś zielona jak zawsze wiosną, a teraz miejscami wypalona, szara. Nikogo nie było widać. Wszyscy w panice uciekali jak najdalej, by być bezpieczni. Jednak te siedem osób zostało na polu bitwy. Bitwy pomiędzy dobrem, a złem.
- To było takie oczywiste...
- A Wy wciąż myślałyście, że uda wam się wygrać - dokończył jakiś głos.
Co prawda nie ma dwóch, a co dopiero trzech takich identycznych głosów, ale te głosy łączyło jedno, a mianowicie nuta mroku. Głosy te wcale nie brzmiały przyjaźnie, a wręcz wrogo.
- Nie - odezwał się ktoś.
Sabine ‘’przejechała’’ wzrokiem po dziewczynach szukając tej, która się odezwała, choć dobrze wiedziała kto to.
- Doprawdy? - podniosła brwi, choć jej triumfalny uśmiech nie zszedł z twarzy.
- Właśnie - poparła przyjaciółkę Linda.
- O! A to ciekawe, bo widzicie... wydaje mi się, że przegrałyście - powiedziała.
- Bo przegrałyście. Po co w ogóle ryzykowałyście życie dla tej głupiej wyspy? - zapytała Jessica i szybkim ruchem ręki odgarnęła swoje czarne włosy spięte w kitkę.
-  By bronić ją przed Garnokiem i wami! - odpowiedziała dziewczyna z prostymi do ramion blond włosami.
- Ha, ha, ha! Wy naprawdę myślicie, że go pokonacie? - zapytała i popatrzyła na dziewczyny.
Każda patrzyła po sobie, a na koniec wszystkie przeniosły wzrok na Alex. Dziewczyna przytaknęła za wszystkie.
- Tak trudno zrozumieć, że to koniec? Koniec dla tej wyspy i was? – zapytał inny głos, który do tej pory się nie odzywał.
Tym razem żadna z dziewczyn dobra nie odezwała się.
- No cóż… Nie będziemy tego przedłużać… - zaczęła Sabine.
- Poczekaj – zwróciła się do niej dziewczyna niby duch.
- Na co? – zapytała Sabine, najwyraźniej niezadowolona, że ktoś przerwał jej tą cudowną chwilę nawet jeśli tą osobą była Katja – należąca do ich grupy mroku.
- Nie lepiej załatwić to inaczej? – zapytała.
- Jak? – zapytała Jessica.
Katja ruchem ręki nakazała pozostałym dwóm ‘’ koleżanką ‘’ pójść za nią. Zatrzymały się niedaleko od czterech dziewcząt.
- Jakie jest niby to Twoje inne rozwiązanie? – zapytała Jessica.
- Wymazanie pamięci. Ale nie całkowitej, a tylko te wspomnienia od czasów zostania Jeźdźcami Dusz do obecnych – odpowiedziała.
- Hm… Sabine? – zagadnęła ją Jessica.
- Nie wiem – przyznała.
- Tak przynajmniej nam nie zaszkodzą, a my dokończymy swój plan bez ich wtrącania się – dopowiedziała Katja jakby to miało przekonać Sabine by tak się stało.
- I jeszcze najlepiej przenieść je do normalnych i jeszcze spokojnych czasów. Może przerwa w szkole, lekcja? – zaproponowała Katja podkreślając wyraźnie słowo jeszcze.
- Hm… - zamyśliła się Sabine, po czym po chwili zapytała: Czemu to robisz?
- Bo chcę je skłócić. Sprawić by były wrogami, dzięki czemu nigdy się nie zaprzyjaźnią, nie odkryją naszej sztuczki i nam nie przeszkodzą – odpowiedziała.
- Dobra – odpowiedziała po dłuższym czasie Sabine. – Niech będzie.
Jessica przytaknęła i we trójkę ruszyły do pozostałych, ledwo trzymających się o własnych siłach wykończonych przez walkę dziewczyn.
- Mój plan zniszczenia was się zmienił – oznajmiła dumnie Sabine. - Dzięki Katji. Jednak uważam go za skuteczniejszy.
- Jaki on jest? – zapytała zainteresowana Lisa.
- Prosty. Odbierzemy wam pamięć od początku waszej znajomości z magią do teraz. I przeniesiemy do waszego zwykłego, szkolnego życia – odpowiedziała Sabine jakby to było oczywiste.
- Nie! – wykrzyknęły jednocześnie we czwórkę Alex, Linda, Lisa i Anne.
Zapadła cisza. Trwała by pewnie dłużej, gdyby nie to, że pierwsza przerwała ją Alex:
- Nawet jeśli tak będzie i tak się poznamy, przypomnimy sobie i was pokonamy.
- Nasza przyjaźń pokona wszystko – poparła słowo przyjaciółki Linda.
- To się okaże – na twarzy Katji również zaczął pojawiać się ten sam triumfalny uśmieszek co u Sabine.
Po tych słowach znów zapadła cisza. Trwała długo, przerywana tylko krzykami uciekających ludzi lub szumem wiatru. Po dłużej nieokreślonym czasie jak nigdy Anne odważyła się zapytać o coś, o czym dziewczyny dotychczas zapomniały:
- A konie? Co będzie z naszymi końmi?
- Albo zginą – zaczęła Jessica.
- Albo odbierzemy im magiczne moce – dopowiedziała Katja.
- Albo damy wam w zamian inne, zupełnie nie magiczne i płochliwe konie – dokończyła Sabrine, po czym powiedziała jeszcze: - Wybierajcie.
Alex, Linda, Lisa i Anne popatrzyły na siebie. Nie musiały nic mówić. W tej chwili jak zresztą w wielu innych rozumiały się bez słów. Nie odpowiadała im żadna z decyzji zaproponowanych przez Jeźdźców Mroku.
- I? Czas ucieka – odezwała się Jessica. – Wybierzcie, albo my wybierzemy, a nasz wybór jest chyba oczywisty.
- Trzecia – powiedziała zdecydowanie Lisa, a reszta dziewczyn z jej grupy popatrzyła się na nią zdziwionym wzrokiem mówiącym: ,, Chyba oszalałaś! „
Sabine przytaknęła. Następnie Jeźdźcy Mroku odeszły spory kawałek. Wyciągnęły ręce przed siebie, zamknęły oczy i zaczęły mówić jakiejś zaklęcie, którego dziewczęta nie znały. Nie znały, bo po co im znajomość zaklęć czarnej magii? Trwało to długo. Wszystkie zaczęły czuć zaniki pamięci wspomnień związanych z magią i tym kim naprawdę były. Te zaniki robiły się coraz większe. Po chwili blask zaklęcia się wzmocnił i odrzucił wszystkich parę metrów od miejsca, gdzie stali. Całe szczęście upadek nie był mocny, ale strata wielka. Dziewczyny zapomniały o swoim prawdziwym pochodzeniu, przeznaczeniu, magii i swoich rumakach.

PS Jeśli blog Wam się spodoba to śmiało zostań obserwatorem by być nabierząco z rozdziałami. ;)